Kefalonia – Dzień 3

Trzeciego dnia naszego pobytu na Kefalonii zmieniła się pogoda. Nie dość, że temperatura znacząco spadła, to jeszcze miało padać. Prognozy tym razem były bezlitośnie dokładne, wiedzieliśmy zatem, że będzie to idealny dzień, żeby zwiedzać. Jadąc na Kefalonię trzeba być przygotowanym, na to że wyspa nie obfituje w atrakcje typowe do zwiedzania. Trzęsienia ziemi, które często ją nawiedzają (potwierdzamy! W czasie naszego pobytu było trzęsienie o sile 4,7 w skali Richtera, trwało w prawdzie tylko parę sekund, ale i tak napędziło stracha), uniemożliwiły przetrwanie zabytków architektury. Zdecydowaliśmy zatem odwiedzić dwie miejscowości, które są punktami obowiązkowymi na mapie wyspy, czyli Assos i Fiskardo. Położone są one na północy, więc planując podróż samochodem zwróćcie uwagę na znaki drogowe, ponieważ droga, która kiedys tam prowadziła, została zniszczona i wybudowano nową. Nasza nawigacja jeszcze o tymnie wiedziała, ale na szczęście poinformował nas o tym Pan z wypożyczalni samochodów, więc udało nam się nie zgubić (te dwie drogi rozwidlają się w miejscowości Divarata).

 

Selfik z kijka musi być! ;P

Assos jest malowniczo położona w niewielkiej zatoczce, nad którą góruje półwysep z ruinami XVI-to wiecznego weneckiego zamku. Spacer na górę zajmuje około godziny. Droga jest szeroka i brukowana, ale dość kręta. Mniej więcej w połowie, szlak rozdwaja się i można wybrać krótszą trasę o charakterze przypominającym górskie szlaki. Można też kontynuować ta samą brukowaną drogą, ale zdecydowanie warto wybrać bardziej dziki szlak! Widoki są tam przepiękne, a sama ścieżka bardzo urokliwa. Nie jest przy tym w ogóle trudna, no i o wiele łatwiej idzie się w lekkim cieniu krzewów, niż po nagrzanym słońcem bruku. Wadą tego szlaku jest jednak brak jakiegokolwiek oznaczenia w momencie, gdy dotrzemy już za mury zamku. Szczerze mówiąc, to po wysiłku wchodzenia pod gorę w pełnym słońcu mieliśmy raczej ochotę jak najszybciej wrócić do Assos i schłodzić się w morzu. Niestety odnalezienie drogi w dół trochę nam zajęło (nie chcieliśmy wracać tym samym szlakiem). Dodatkowym rozczarowaniem było, że zamiast pięknych ruin, których się spodziewaliśmy, na szczycie półwyspu zastaliśmy jedynie kozy, które usłały chodniki swoimi bobkami. Tym z Was, którzy pójdą w nasze ślady, podpowiadamy, że od wejścia ze szlaku trzeba skierować się na prawo i iść dalej pod górę, gdzie znajdziecie koniec brukowanej drogi. My byliśmy już tak przegrzani i zmęczeni, że nie rozglądaliśmy się więcej po terenie ruin, bo wydawał się nam za duży jak na nasze siły, czy raczej ich brak. Od razu, jak tylko znaleźliśmy wyjście, pognaliśmy w dół. Poza tym w ujściu zatoki widać było szybko zbliżającą się burzę, więc chcieliśmy jak najszybciej być już na dole. Udało nam się dosłownie na chwilę zanurzyć w morzu, gdy uderzyła ulewa. Schroniliśmy się w restauracji, gdzie zjedliśmy pyszną smażoną ośmiornicę:)

Widok z góry na Assos

Koza zamieszkująca ruiny:))

 

Po obiedzie wyruszyliśmy dalej na północ, do Fiskardo. W drodze cały czas towarzyszył nam ulewny deszcz, który ustąpił dopiero gdy siedzieliśmy w kawiarni z widokiem na tamtejszą przystań wypełnioną jachtami. Tu mała ciekawostka, gdy zamówiliśmy kawę, kelner spytał się, czy ma być słodka. Byliśmy przekonani, że przyniesie nam po prostu cukier, ale otrzymaliśmy po prostu posłodzoną kawę…i to tak słodką, że ledwo się dało wypić:D

Panorama przystani w Fiskardo

Deszcz!

Po deszczu:)

Turystów do Fiskardo przyciąga słynna marina z widokiem na sąsiadującą Itakę. Podobno zdarza się, że cumują tu jachty gwiazd. My Madonny jakoś nie spotkaliśmy, za to pełno było słynnych greckich kotów:) Oczywiście pogłaskaliśmy wszystkie;P

Naszym zdaniem najciekawszą atrakcją nie jest samo Fiskardo, które jest mocno turystyczne, ale niewielka kamienista plaża Foki znajdująca się w zatoczce tuż przed wjazdem do miejscowości. Plaża osłonięta jest przepięknymi drzewami oliwnymi, a w zatoczce tez cumują pojedyncze jachty. Tutaj widzieliśmy na żywo ośmiornicę polującą przy brzegu na kraby:) Niestety, ze względu na bliskość drzew, pod wieczór pojawiły się chmary komarów i trzeba się było ewakuować:)

Podsumowując, trzeci dzień naszej wycieczki był chyba najbardziej intensywny. Na nasze szczęście, pogoda, choć bardzo zmienna, pozwoliła nam nacieszyć się tymi dwoma urokliwymi miejscowościami. Zwiedzenie północnej części wyspy za jednym zamachem było bardzo dobrym pomysłem. W przygotowaniu mamy oczywiście relację video z tego dnia.

Widok w drodze powrotnej, tuż przed zjazdem do miejscowości Divarata

Punkt widokowy