Stolica Kefalonii Argostoli i plaża Atheras.

Czwarty dzień na wyspie przywitał nas pochmurną pogodą, a prognozy nie napawały optymizmem. Mieliśmy więc czas, aby wybrać się do Argostoli, miasta-stolicy wyspy, leżącego na przeciwległym brzegu zatoki w stosunku do naszej miejscowości, Lixouri. Do wyboru mieliśmy pojechać samochodem całą trasę wokół zatoki, lub sobie ją skrócić i skorzystać z promu, który regularnie kursuje do Argostoli. Cieszymy się, że jednak zdecydowaliśmy się na tę pierwszą opcję, gdyż zaczęło tak bardzo padać, że chyba nie chcieli byśmy tego przeżywać na morzu Gdy dojechaliśmy na miejsce, burza zdążyła się wyszaleć i pozwoliła nam na zapoznanie się z miastem. Szczerze mówiąc nie oferuje ono zbyt wiele. Znajdziemy tu oczywiście deptak ze sklepami oferującymi różne chińskie badziewie dla turystów. Lubimy czasem się przejść taką ulicą, nacieszyć oczy zalewem kolorowych rzeczy oraz podumać nad wysokością cen ;P Ale nigdy nic nie kupujemy. Jedynymi pamiątkami jakie przywozimy z naszych podróży są lokalne specjały typu oliwa z oliwek, czy miód. Zawsze przyjemnie jest później w Polsce otworzyć taką butelkę oliwy i poczuć się trochę jak na wakacjach

Najciekawszym punktem naszej wycieczki po Argostoli był spacer po moście, łączącym dwa brzegi mniejszej zatoki (tak, zatoka na Kefalonii ma jeszcze swoją własną zatokę ;P). Jak głosiła tablica przy wejściu na most, w zatoce często można spotkać słynne żółwie morskie, które upodobały sobie Kefalonię oraz Zakynthos, gdzie mają swoje miejsca lęgowe. Faktycznie wielu turystów spoglądało uważnie w wodę w nadziei zobaczenia żółwia, ale pochmurna pogoda i ulewa sprawiły, że woda była ciemna i lekko mętna. Nam natomiast udało się przez krótką chwilę zobaczyć głowę żółwia, który w oddali wychylił się nad powierzchnię wody. Była to nasza jedyna nagroda za wysiłek włożony w podróż tutaj. Początkowo zakładaliśmy, że po zwiedzeniu stolicy ruszymy dalej na południe wyspy. W planach mieliśmy zobaczenie plaż, na których podobno żółwie składają jaja. Niestety nieprzyjemna, chłodna aura sprawiła, że woleliśmy wracać.

Po południu, słońce lekko wychynęło zza chmur, więc pojawiła się szansa, że zaliczymy tego dnia jeszcze jedno nowe miejsce, mianowicie plażę Atheras. Sama miejscowość leżąca na wzgórzu przed zjazdem na plażę była bardzo malownicza, choć tak mała, że zobaczyliśmy całą z okien samochodu. Jej wąziutkie uliczki i kwitnące krzewy zdecydowanie oddawały klimat Grecji. Jak dojechaliśmy na miejsce, okazało się, że jesteśmy jedynymi śmiałkami, którzy nie dali się przepędzić deszczom i plaża była zupełnie pusta. Była też kompletnie mokra, a woda w morzu zimna jak w Bałtyku;). Nie zaznaliśmy więc uciech plażowania, ale za to bardzo przyjemnie spędziliśmy czas w tawernie, która miała świetny taras z widokiem na morze. Siedliśmy sobie przy stoliku i zabraliśmy się za pisanie kartek pocztowych Wybierając się do Grecji niestety trzeba się przygotować na to, że restauracje przy plażach nie zaskoczą nas kulinarnie. Od Korfu, przez Lefkadę, po Kefalonię, wszędzie jest podawane to samo, w taki sam sposób i w podobnej cenie. Będzie smacznie, ale bez szału. Chociaż tutaj musimy przyznać, że ponieważ na co dzień mieszkamy w Poznaniu, gdzie jest mnóstwo naprawdę świetnych knajp, to nasze podniebienia są po prostu mocno rozpieszczone :P

CAMERA